Po obiedzie wróciliśmy z powrotem i chodziliśmy do 21:00
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wadi Musa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wadi Musa. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 lipca 2016
Petra
Od 6.00 rozpoczęliśmy zwiedzanie Petry. Petra do ogólnie mówiąc skalne miasto Nabetajczyków, które zostało stworzone ponad 2000 lat temu jeszcze przed naszą erą. Z opóźnieniem została otwarta kasa biletowa, kupiliśmy bilet 3 dniowy, do tego 1 dzień jest gratis. Ok. 6:20 weszliśmy na teren chroniony i wpisany na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO.
Po obiedzie wróciliśmy z powrotem i chodziliśmy do 21:00
Po obiedzie wróciliśmy z powrotem i chodziliśmy do 21:00
wtorek, 5 lipca 2016
Pierwszy dzień w Jordanii
Rankiem ok. godz. 10:00 wsiadamy do windy, zgasło światło, po chwili spróbowaliśmy ręcznie rozsunąć drzwi, udało się, zeszliśmy schodami. Rozpoczęliśmy od śniadania, które zaserwowano nie na stołówce tylko przy stoliku w holu recepcyjnym. Kelner przyniósł nam dwa talerze przykryte folią. W ramach śniadania były dwa plastry pomidora, dwa placki oraz dwa plastry wyrobu mięso-podobnego oraz sok pomarańczowy z lodem. Tuż po śniadaniu ruszyliśmy w poszukiwaniu najtańszego środka lokomocji do Wadi Musa - Petry. Byliśmy w biurze firmy Jett, ale okazało się, że linia ta nie jeździ z Aqaby do Wadi Musa, Po drodze zaczepił nas kolejny naganiacz, który proponował taxi za 40 JD (dinarów jordańskim), ale poszliśmy dalej aż w końcu dotarliśmy do dworca autobusowego, uzgodniliśmy, że ostatni autobus do Wadi Mus odjeżdża ok. 15:00, a cena to 7 dinarów. Inny oferował taksówkę za 30 dinarów, widać, że w zależnością Wróciliśmy do hotelu po aparaty i udaliśmy nad morze czerwone, woda bardzo słona. Zrobiliśmy kilka zdjęć,

Zamek podobno piękny i duży, my nic w nim ciekawego nie ujrzeliśmy, stwierdziliśmy, że chyba nie widzieli dużych zamków :)
polski akcent w Jordanii, w Akabie "Wygraj rodzinne kibicowanie z Jerzym Dudkiem" - w PL już trochę nieaktualne, obecnie na czasie byłyby etykiety z Robertem Lewandowski :)
zwiedziliśmy dokładnie całkowicie centrum miasteczka, odwiedziliśmy meczet Sharif Hussein Bin Ali, po zdjęciu butów weszliśmy do miejsca modlitwy, niektórzy leżeli z komórkami, niektórzy spali inni się modlili. Po chwili przebywania w tym klimatyzowanym miejscu zjawił się człowiek, który rozpoczął z nami rozmowę po angielsku. Przedstawił się, że jest imamem, spytał się, skąd jesteśmy, czy jesteśmy chrześcijanami, katolikami, potwierdziliśmy, był miły i przyjaźnie nastawiony, widać, że szanował nas za odmienną wiarę i poglądy. Powiedział nam również, że dzisiaj jest ostatni dzień ramadanu, miesięcznego postu obowiązującego wyznawców islamu. Przy wejściu zauważyliśmy kobietę z małym dzieckiem, która zaczęła pozować do zdjęć.

Ok 15:00 poszliśmy ok, 700 m od hotelu na dworzec autobusowy, zaczepił nas człowiek, że zawiezie nas do Wadi Musa za 7 dinarów, a bagaż 2 dinary, bus klimatyzowany, a więc poczekaliśmy, okazało się, że czekaliśmy ponad 1h, a w między czasie zebrał już kilka osób, a następnie pojechaliśmy zatankować mikrobus. Następnie wróciliśmy z powrotem do miejsca startu i bus marki Toyota został doładowany na maksa tak, aż wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a w korytarzu leżały bagaże podróżujących. Gdy przyszło do płacenia okazało, że człowiek chce od nas 10 dinarów, ale stanowczo utrzymywaliśmy, że płacimy 9, tak jak rozmawialiśmy. Po chwili kłótni przystał na to i odpuścił. Ruszyliśmy autostradą dwupasmową w stroną Ma'an. Jak się okazało kierowca oczywiście klimatyzację wyłączył i tyle było, a pozostali zaczęli otwierać okna także, że wiało straszliwie. Po drodze w różnych wioskach wysiadali pasażerowie, aż w końcu bus się zatrzymał i poprosili nas łamaną angielszczyzną, że mamy zmianę na auto. A więc przecisnęliśmy się z naszymi walizkami do wyjścia i wpakowaliśmy się do Daewoo Nubiry. Nasze walizki ledwie zmieściły się do kufra. Po chwili wyruszyliśmy w kolejny etap podróży. Oczywiście auto nie miało klimatyzacji, a kierowca chłodził się otwartymi z przodu szybami, tak, że nas z tyłu prawie wywiewało, ale grzecznie poprosiliśmy, aby trochę przymknął okna. Po ok. 40 minutach dotarliśmy na miejsce, kierowca jeszcze po drodze zabrał jak się okazało swojego wujka. Mówił trochę po angielsku i w drodze karmił nas arabską muzyką. Po dojechaniu pod hotel zapytał, czy nic nie płacimy, ale odpowiedzieliśmy, że zapłaciliśmy już w Aqabie i poszliśmy. Po zalogowaniu się w hotelu i chwili odpoczynku po podróży. Sprawdziliśmy szczegóły informacyjne Petry oraz udaliśmy się na zasłużony obiad.
Owoce granatu rosnące przy drodze w miasteczku
Widok z górnej części miasta na Wadi Musa i Petrę o zachodzie słońca.
Zjedliśmy kurczaka po turecku i ok. 21 wróciliśmy do hotelu.
Zamek podobno piękny i duży, my nic w nim ciekawego nie ujrzeliśmy, stwierdziliśmy, że chyba nie widzieli dużych zamków :)
zwiedziliśmy dokładnie całkowicie centrum miasteczka, odwiedziliśmy meczet Sharif Hussein Bin Ali, po zdjęciu butów weszliśmy do miejsca modlitwy, niektórzy leżeli z komórkami, niektórzy spali inni się modlili. Po chwili przebywania w tym klimatyzowanym miejscu zjawił się człowiek, który rozpoczął z nami rozmowę po angielsku. Przedstawił się, że jest imamem, spytał się, skąd jesteśmy, czy jesteśmy chrześcijanami, katolikami, potwierdziliśmy, był miły i przyjaźnie nastawiony, widać, że szanował nas za odmienną wiarę i poglądy. Powiedział nam również, że dzisiaj jest ostatni dzień ramadanu, miesięcznego postu obowiązującego wyznawców islamu. Przy wejściu zauważyliśmy kobietę z małym dzieckiem, która zaczęła pozować do zdjęć.
Ok 15:00 poszliśmy ok, 700 m od hotelu na dworzec autobusowy, zaczepił nas człowiek, że zawiezie nas do Wadi Musa za 7 dinarów, a bagaż 2 dinary, bus klimatyzowany, a więc poczekaliśmy, okazało się, że czekaliśmy ponad 1h, a w między czasie zebrał już kilka osób, a następnie pojechaliśmy zatankować mikrobus. Następnie wróciliśmy z powrotem do miejsca startu i bus marki Toyota został doładowany na maksa tak, aż wszystkie miejsca siedzące były zajęte, a w korytarzu leżały bagaże podróżujących. Gdy przyszło do płacenia okazało, że człowiek chce od nas 10 dinarów, ale stanowczo utrzymywaliśmy, że płacimy 9, tak jak rozmawialiśmy. Po chwili kłótni przystał na to i odpuścił. Ruszyliśmy autostradą dwupasmową w stroną Ma'an. Jak się okazało kierowca oczywiście klimatyzację wyłączył i tyle było, a pozostali zaczęli otwierać okna także, że wiało straszliwie. Po drodze w różnych wioskach wysiadali pasażerowie, aż w końcu bus się zatrzymał i poprosili nas łamaną angielszczyzną, że mamy zmianę na auto. A więc przecisnęliśmy się z naszymi walizkami do wyjścia i wpakowaliśmy się do Daewoo Nubiry. Nasze walizki ledwie zmieściły się do kufra. Po chwili wyruszyliśmy w kolejny etap podróży. Oczywiście auto nie miało klimatyzacji, a kierowca chłodził się otwartymi z przodu szybami, tak, że nas z tyłu prawie wywiewało, ale grzecznie poprosiliśmy, aby trochę przymknął okna. Po ok. 40 minutach dotarliśmy na miejsce, kierowca jeszcze po drodze zabrał jak się okazało swojego wujka. Mówił trochę po angielsku i w drodze karmił nas arabską muzyką. Po dojechaniu pod hotel zapytał, czy nic nie płacimy, ale odpowiedzieliśmy, że zapłaciliśmy już w Aqabie i poszliśmy. Po zalogowaniu się w hotelu i chwili odpoczynku po podróży. Sprawdziliśmy szczegóły informacyjne Petry oraz udaliśmy się na zasłużony obiad.
Owoce granatu rosnące przy drodze w miasteczku
Widok z górnej części miasta na Wadi Musa i Petrę o zachodzie słońca.
Zjedliśmy kurczaka po turecku i ok. 21 wróciliśmy do hotelu.
Etykiety:
black women,
black women with your child.,
Maan,
Morze Czerwone,
nutella,
Petra,
public transport,
Red Sea,
Sharif Hussein Bin Ali Aqba,
taxi driver,
Wadi Musa,
women with child,
Zatoka Akaba
Lokalizacja:
Wadi Musa, Jordania
Subskrybuj:
Posty (Atom)